Categories: Filmy

Szczęki – mechanizm strachu. Wciąż najlepszy horror o rekinach?

Read Time:3 Minute, 15 Second

Film „Szczęki”, powstały na podstawie powieści Petera Benchleya, miał premierę 20 czerwca 1975 roku. Właśnie zobaczyłem dzieło Spielberga na dużym ekranie w Cinema City i nie była to jedynie wizyta w muzeum grozy. To nadal jeden z najlepszych horrorów wszechczasów, a już na pewno najlepszy horror z rekinem ludojadem. Dlaczego „Szczęki” nadal przerażają?

„Szczęki” nie kłamią. To organiczna i namacalna prawda. Wzrok jest narządem dotyku, na którego oszukiwaniu skupiają się współcześni filmowcy. Filmy są coraz piękniejsze, silniki graficzne grzeją się do czerwoności, a sztukmistrzowie od CGI wynajdują kolejne technologie, by nas zrobić w bambuko… ale mózgu nie oszukasz! Świat cyfrowy nigdy nie będzie tak realistyczny i pełen detali jak ten prawdziwy. Mózg doświadcza dysonansu. Wie, że obraz na ekranie to tylko inscenizacja, w której brakuje wielu szczegółów, do których jest przyzwyczajony. Tymczasem „Szczęki” nie kłamią. Są trochę jak twoje była, która nie imponowała biustem, słabo się malowała, ale i tak była najlepszym ciasteczkiem. A ty pewnie zrozumiałeś to wiele zakalców później…

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

Film Szczęki (Jaws)

Szczęki – sam na sam ze strachem

„Szczęki” to naga i surowa materia. Animatroniczny rekin („Bruce”) może i jest nieco drętwy, ale jest do bólu prawdziwy. Spielberg nie próbuje cię oszukać. Nie leje komputerowej wody. To nie współczesna hollywoodzka iluzja, w której fajerwerkami odciąga się twoją uwagę od cyfrowego królika z kapelusza. A gdy jeszcze oglądasz „Szczęki” w pełnym skupieniu w kinie, bez jarzynowej na gazie, Instagrama i psa gryzącego kapcie, doświadczasz pełnej immersji. Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz byłeś tak bardzo sam na sam z filmem?

Spielberg podaje ci talerz, na którym leży wyłącznie krwisty stek bez dodatków. Gdy nic nie odwraca uwagi, zostajesz sam na sam z ze strachem. Uniwersalnym lękiem wpisanym w DNA i bezradnością wobec morderczej siły natury. Gdy nic cię nie oślepia, wyraźnie widzisz bohaterów i ich słabości. Zamiast komputerowej alchemii, czujesz chemię między bohaterami. Zamiast raz za razem detonować ładunek napięcia jumpscare’ami, Spielberg stawia na długotrwałą aktywację układu lękowego, bez możliwości rozładowania. Zamiast pokazywać zagrożenie, jest ono sygnalizowane. Rekina w „Szczękach” widzimy zaledwie przez kilka minut (psuł się, więc go ukrywano), więc mózg nie ma okazji zaadaptować się do zagrożenia. Czujesz jak bardzo Roy Scheider, Richard Dreyfus i Robert Shaw – banda przerażonych everymanów – mają prze***e, gdy tracą kolejne strefy bezpieczeństwa.

Szczęki, najlepszy horror o rekinach

Dołóżmy do tego muzykę Johna Williamsa i kultowy motyw dum-dum, dum-dum, dum-dum, dum-dum, niczym narastające tętno. Bezbłędnie działa warunkowanie klasyczne, bo niczym psy Pawłowa, zaczynamy reagować na te dźwięki, budzące konkretne emocje i odruchy. Williams i Spielberg programują w nas strach antycypacyjny (lęk przed tym, co się stanie w przyszłości, a nie przed teraźniejszym zagrożeniem). Nie trzeba nawet pokazywać rekina, bo widz, podatny na konkretne bodźce, sam dopowiada sobie zagrożenie.

Ewolucyjny mechanizm strachu

Steven Spielberg tak naprawdę nie szukał daleko, bo wygrzebał to, co człowiek ma w sobie. Mamy w genach galeofobię, czyli pierwotny strach przed rekinami. Od zarania dziejów boimy się sił natury i wielkich drapieżników, które mogą nas zjeść. Boimy się świata przyrody, nad którym nie mamy kontroli. Te mechanizmy pozwoliły nam przetrwać i ewoluować. Odwołanie do naszych pierwotnych lęków sprawia, że „Szczęki” są intymnym i kameralnym doświadczeniem, co zwiększa ich siłę rażenia.

Szczęki (Jaws)

Proste, oczywiste, a jednak od premiery „Szczęk” dostaliśmy niezliczoną liczbę filmów szczękopodobnych, z których żaden nie zbliżył się do pierwowzoru. Kolejne kinowe rekiny przy ikonicznym żarłaczu są niczym Baby Shark (doo doo doo doo doo doo…). „Meg 2: Głębia”, „183 metry strachu”, „Rekiny w Sekwanie”, „Piekielna Głębia” – to wszystko przebodźcowane festiwale iluzji i kuglarskich sztuczek, odciągające widza od pierwotnego lęku.

Może czas, by kino grozy wróciło do korzeni? Na razie się na to nie zanosi. Filmowy coraz śmielej pogrążają się w bombastycznych wizjach, tracąc organiczny kontakt z widzem. Najwyraźniej boją się prawdy bardziej niż rekinów.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

About Post Author

Pan Od Kultury - Wojciech Kozicki

Miłośnik dobrych historii, gitarzysta, fan "Misia" i starych komiksów
Pan Od Kultury - Wojciech Kozicki

Miłośnik dobrych historii, gitarzysta, fan "Misia" i starych komiksów

Recent Posts

Złodziejka Książek, Markus Zusak – danse macabre z nadzieją [recenzja]

"Złodziejka książek" to nie jest kolejna generyczna powieść o Holokauście i II wojnie światowej. To…

13 godzin ago

Stan czytelnictwa w Polsce 2025. Biblioteka Narodowa publikuje dane i raport

Na jakim poziomie jest wskaźniki czytelnictwa w Polsce? Biblioteka Narodowa publikuje dane za 2025 rok.

1 tydzień ago

Sydney Sweeney jako nowy James Bond? „Pozwólmy jej zostać super-szpiegiem”

Sydney Sweeney jako nowy James Bond - fani w Euforii?

1 tydzień ago

H.P. Lovecraft – życie jak horror? Ciekawostki o twórcy Cthulhu

H.P. Lovecraft - życie prywatne jak zew Cthulhu? Ciekawostki o Lovecrafcie

1 tydzień ago

Władca Pierścieni – Peter Jackson zapowiada nowe filmy

Władca Pierścieni i nowe filmy. Oficjalnie zapowiedziano powrót do Śródziemia

2 tygodnie ago

Andrzej Sapkowski: książka nie może kosztować więcej niż pół litra wódki

Kolejne mocne wypowiedzi Andrzeja Sapkowskiego

3 tygodnie ago

This website uses cookies.