Spider-Man: Brand New Day, recenzja filmu
Zacznijmy od fabuły, oczywiście bez spoilerów. Akcja filmu „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” rozgrywa się 4 lata po „No Way home”. Peter Parker spełnia się jako przepracowany bohater, ale nadal jest sam jak palec i przepracowuje śmierć cioci. Zaklęcie doktora Strange’a zadziałało, więc ukochana MJ i przyjaciel Ned go nie pamiętają, co doprowadza chłopaka do traumy. Zmaga się też ze swoim wariującym DNA, a w mieście grasuje ktoś wyjątkowo niebezpieczny z telepatycznymi mocami. Będzie się działo, a Peter Parker przyjmie wiele bolesnych ciosów, nie tylko tych fizycznych. Zdecydowanie bardziej oberwie Peter, niż Spider-Man.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram
„Spider-Man: Całkiem nowy dzień” sprowadza Petra Parkera na ziemię. Nie ma multiwersum, globalnego zagrożenia i potworów z kosmosu. Spider-Man znów jest przyjaznym pająkiem z sąsiedztwa. Jest to bardziej film o Peterze Parkerze, niż o Spider-Manie, więc Tom Holland ma sporo do zagrania. Opowieść o sympatycznym chłopaku z problemami, który próbuje odzyskać dziewczynę i kumpla. To właśnie te ludzkie momenty wypadają w filmie najlepiej. Spotkania Petera z MJ i Nedem uderzają mocniej niż Hulk. Nawet Punisher nie strzela w serce tak celnie jak reżyser Destin Cretton.
To emocjonalnie najmroczniejszy i najdojrzalszy film o Spider-Manie. Jednocześnie daje najwięcej uśmiechu, radości i ciepła. Jest gęsto od scen komediowych, a gdy do akcji wkracza Punisher, robi się z tego wszystkiego solidne buddy movie. Jest jednak przede wszystkim sporo momentów, gdy robi się ciepło na sercu i aż chce się zaśpiewać „ty druha we mnie masz!”. Cretton małymi środkami w kameralnych momentach wyciska z filmu i historii najwięcej. Wspólne układanie klocków Lego czy mały gest dzieciaka przed szpitalem sprawią, że po prostu poczujesz się dobrze. Nawet bezlitosny Frank Castle, choć zgrywa twardziela bez serca, pokazuje się z zaskakująco ludzkiej strony. Główny czarny charakter nie pięściami, lecz kilkoma słowami, robi największą rozpierduchę.
Skoro Spider-Man zaczyna od nowa, zrezygnowano z wymyślnych gadżetów i futurystycznego kostiumu robionego w CGI. Tom Holland nosi prawdziwy kostium (wreszcie!), który się marszczy, faluje na wietrze, a maska uroczo obciska uszy. Pająk jest bardziej pajęczy, dosłownie, np. w sposobie poruszania i łapania ofiar w sieci. Sam Nowy Jork nie jest pustą marvelowską makietą CGI,lecz tętni życiem. „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” w ogóle wydaje się bardziej organiczny, tak jak nowe pajęczyny Petera Parkera. Dorzućcie do sporo easter eggów np. w postaci scen odtwarzających kultowe kadry i okładki komiksów, a serce fana Marvela będzie biło jak szalone.
Oczywiście „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” nie jest bez wad. W kilku momentach chrzani się rytm filmu, a reżyser idzie mocno na skróty. Kilka razy Hulk mógł być bardziej dopracowany. To nie ma jednak większego znaczenia. Najważniejsze, że jest to znakomita rozrywka, bardzo angażująca emocjonalnie, dająca mnóstwo dziecięcej radości, a za Parkera po prostu trzyma się kciuki. To wreszcie dobry Marvel, który przypomniał sobie co jest w takich opowieściach najważniejsze.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram
Jak Nolan kręcił Odyseję bez CGI? Oto odyseja od kulis i kilka sekretów Nolana
Ghost Rider, Czarna Pantera, Deadpool - Marvel ujawnia plany na nowe filmu MCU
Nowa Odyseja. Elon Musk użyje Groka, by "naprawić błędy Nolana"
Gdy kamera przestaje widzieć człowieka, żaden Imax nie pomoże
"Na południe od Brazos" to kowbojskie "Jądro Ciemności"?
Rusza "Szekspir w parku" w Warszawie. 26 spektakli
This website uses cookies.