Film "Substancja", Margaret Qualley
Elisabeth Sparkle (Demi Moore) się starzeje. Ołtarz ciała traci blask. Gwiazda fitnessu nie zamierza się jednak pogodzić z byciem odpadkiem show-biznesu. Decyduje się zawrzeć iście faustowski pakt. W jej ręce trafia tajemnicza Substancja. Wstrzykując sobie specyfik, tworzy swoją młodszą wersję (Margaret Qualley), która wychodzi z jej ciała niczym z kokonu. Cena? Elisabeth i Sue muszą żyć zamiennie. Tydzień dla jednej, tydzień dla drugiej. Idealna równowaga bez żadnych odstępstw. Chociaż są jednością („Remember you are one”), to w końcu jedna zapragnie zabrać więcej życia dla siebie. Oczywiście łamanie zasad będzie miało makabryczne konsekwencje.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram
„Substancja” to wizjonerski body horror – brutalny, obrzydliwy, hiperaktywny, fizyczny do bólu. Eskalująca abstrakcja z pogranicza science fiction, kina gore i komiksu, pełna metafor i komunikatów ociekających wydzielinami. Twórcy nie mówią nam „patrz”. Zamiast tego, reżyserka Coralie Fargeat wciska twarz widza w to co najobrzydliwsze, nie pozwalając złapać oddechu. To doświadczenie ekstremalne, wykręcające żołądek na lewą stronę, poniżające zarówno aktorów i widzów. Przyciąga odpychając. Męczy, rani i daje satysfakcję z przetrwania kolejnych scen.
Geniusz niebezpiecznie miesza się z kiczem. Niepozorna historia o przemijaniu nasiąka płynami ustrojowymi, pęcznieje i zamienia się w makabryczną baśń. Czy na pewno trzeba AŻ TAK BARDZO? A może bez tego BARDZO finał opowieści byłby niekompletny? Wiele scen potrafi jednak wyżąć widza minimalizmem, bez epatowania ohydztwem, np. przygotowania Demi Moore do randki. To jej film i rola życia.
„Substancja” to mieszanka wybuchowa. W jednej kolbie laboratoryjnej umieszczono końską dawkę LSD, „Królewną Śnieżkę”, twórczość Davida Cronenberga, „Coś”, „Ludzką stonogę”, teledysk „Call on me” Erica Prydza i ekranizację „Carrie” Stephena Kinga. I w końcu eksplozja następuje. To moment, gdy doświadczenie przenosi się ze świata fikcyjnego na salę kinową. Rozbieranie aktorek zamienia się w obnażanie widza. Jedni odwracają wzrok, niektórzy płaczą, a wiele osób się śmieje. Śmiech na sali kinowej, gdy rozgrywa się tragedia, jest przerażający. Śmiejąc się z tej makabry udowadniamy, że jesteśmy wredni jak świat z filmu? A może to wszystko było makabryczną komedią szydzącą z naszego świata? Drwiną ze współczesnych kanonów piękna, kultu ciała i celebryckiej utopii?
Jaką rolę pełni „Substancja”? Odtrutka? Terapia szokowa? Nikt nie pozostanie obojętny.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram
Obcy Izolacja powraca. Druga część kultowego survival horroru
„Ludzie z bagien” (w oryg. „Creekers”) to powieść z tytułem adekwatnym do treści. Niezłe bagno.…
Vega nakręcił najlepszą komedię w karierze.
"Atlas zbuntowany" to ciężka książka. Raczej nie dla osób, które zasypiają podczas czytania, bo jeśli…
Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu" - film, który daje dużo dobrej zabawy. This is the…
Desert Warrior to najgorszy film 2026?
This website uses cookies.