„Revolterium” czyli opowieść o tym jak Maks Krom wdepnął w Kraków. Zaskoczyło mnie ile książek napisał Bernard Gromek…
Rok 1848. Kraków toczy gangrena przegranego powstania, a jego mieszkańcy tkwią w żebraczym misterium. Ideały dogorywają w rynsztoku pomiędzy gnijącymi jarzynami i resztkami honoru. Miasto nadal jednak pulsuje gniewem i pachnie prochem. Szykuje się kolejny zryw, a w kuźniach już ostrzą kosy na Wiosnę Ludów. Powstaniec Maks Krom wychodzi z więzienia, ale zamiast marzeń zostały mu tylko wybite zęby. Musi przetrwać w gąszczu nowych układów i intryg, na skraju kolejnej masakry. Nadzieją na wyrwanie się z tej kloaki może być zaginiony skarb. Trzeba będzie jednak ubrudzić sobie ręce.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram
„Idzie mi o to, panie Zdański, że czeka go podła, spiskowa praca, w której orężem będzie postęp i wyrachowanie. Nieraz będziesz pan musiał ubrudzić sobie ręce i zapomnieć o honorze. Być może przyjdzie mu zgładzić przyjaciół bądź bliskich. Tu nie ma mowy o sentymentach”
„Revolterium” Bernard Gromek

Kraków namacalny. W cieniu Wawelu świętych brak
„Revolterium” (połączenie revolte i mysterium) to gęsty i łotrzykowski thriller, ze sznytem Tarantino i „Peaky Blinders”. To lekcja trudnej i pomijanej historii Polski. Gdy inni egzaltują i romantyzują patriotyczne zrywy, „Revolterium” pokazuje insurekcje z perspektywy pobojowisk i dworów splądrowanych przez chłopstwo. Poznajemy Kraków z turpistycznej perspektywy zaułków, rzeźni i wychodków. Co ważne, to nie wykład historyczny, a podana z lekkością i kipiąca od emocji opowieść wpleciona w filmową akcję i nieprzewidywalną gmatwaninę wydarzeń.
Krom rozpoznawał drogę, którą maszerował z powstańczą armią z Wieliczki w kierunku Bochni. Zalegały wtedy zbite hałdy topniejącego śniegu. Wzdłuż gościńca leżały sterty bosych, bezgłowych trupów. Po kontuszach i żupanach można było poznać, że to szlachta. (…) Kobietom głów nie odcięto, za kobiety i dzieci Austriacy nie płacili.
„Revolterium” Bernard Gromek
Mroczny Kraków odpycha, przeraża, ale jednocześnie wciąga jak czarna dziura. Tak jak Maks Krom, przekraczamy horyzont zdarzeń zza którego nie ma ucieczki. Muszę przyznać, że już dawno nie czytałem tak immersyjnej polskiej powieści. Kraków u Gromka jest wręcz namacalny. Tym miastem się oddycha. Przepadłem w jego uliczkach i spelunach. Oglądałem się za siebie słysząc echo kroków w zaułkach. W Krakowie Gromka trzeba mieć oczy z tyłu głowy, bo łatwo skończyć z kiszkami na wierzchu albo z chorobą weneryczną.

Kraków nie jest jedynie makietą – to żywy organizm i antagonista „Revolterium”. Odniosłem wrażenie, że jest jak monstrum, które pożarło bohaterów i teraz muszą przetrwać w jego trzewiach. Chociaż „bohaterowie” to za wiele powiedziane. W cieniu Wawelu świętych nie ma. Buntownicy, złodzieje, rzeźnicy, podstępne ladacznice – to galeria skrzywdzonych postaci, a żadna z nich nie jest literackim manekinem. Każdy chowa nóż w cholewie buta albo pistolet pod płaszczem. Wszyscy biorą udział w grze i płacą za to cenę.
Dlaczego „Revolterium”? Połączyłem słowa revolte i mysterium. W powieści jesteśmy świadkami pewnego rodzaju misterium buntu, w którym biorą udział nie tylko bohaterowie, ale i cała ludność miasta. Rewolucja staje się tutaj niemal mistycznym obrzędem, któremu wszyscy ulegają. Rewolucja w imię nowych, racjonalnych idei, a z drugiej strony mistyczny duch epoki romantyzmu przenikają się nawzajem
– wyjaśnia Bernard Gromek

Chcę więcej, ale…
Przeczytałem „Revolterium” na jednym wdechu i od razu pomyślałem „chcę więcej”. Sprawdziłem więc ileż książek ma w dorobku ten cały Bernard Gromek. Facet pisze tak dojrzale i brawurowo, że po prostu musiał napisać bimbalion powieści, aby tak się wyrobić. W tym momencie nastąpiło czołowe zderzenie zachwytu i rozczarowaniem. „Revolterium” to literacki debiut Bernarda Gromka (ur. 1982)! Niestety, na razie niczego więcej nie ma i muszę poczekać na kolejną przygodę.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram