Nie miałem wyjścia. Obejrzałem „Backrooms. Bez wyjścia”, bo to przecież mega hit w box office. Czy jednak rzeczywiście to najlepszy horror 2026 roku? Metafizyczny labirynt czy po prostu droga donikąd?
O co chodzi w filmie „Backrooms. Bez wyjścia”? Po seansie nadal tego nie wiem. Chiwetel Ejiofor i Renate Reinsve, przy akompaniamencie ambientowej muzyki, wypadają z rzeczywistości i wchodzą w zapętlający się labirynt korytarzy przypominający sklep Ikea z koszmaru Davida Lyncha. Zmierzają do… no właśnie, do czego? Wydaje mi się, że twórca tego konceptu i reżyser filmu, Kane Parsons (21 lat!), również nie wiedział dokąd zmierza. Jak osiągnąć sukces w box office? Okazuje się, że odpowiedzią na to pytanie może być brak odpowiedzi.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram
Zaczyna się intrygująco. Trzęsąca się kamera „z ręki” (found footage), obraz jakości kasety VHS, tajemnicza przestrzeń biurowa. Ucieczka w nieznane przed potworem niczym w grze „Outlast”. Pomieszczenia wyglądają jak projekt lokacji gry, jeszcze bez nałożonych tekstur. Czym jest ten surrealistyczny labirynt korytarzy? Kto obserwuje wszystko przez kamery? Ten koncept, balansujący na granicy filmu artystycznego i popcornowego horroru, jest świetny, wciągający… ale wystarcza na jakieś 20-30 minut. Później dostajemy przedłużające się sceny eksploracji coraz dziwniejszych pomieszczeń. Wolta następuje dopiero w trzecim akcie, ale i tak brakuje „bum” godnego finału. Gdyby film skrócić, a nie udawać, że był scenariusz na 105 minut, wyszłoby to produkcji na dobre.
Ku mojemu zaskoczeniu, sprzężenie osobistych perypetii antypatycznego sprzedawcy mebli z łamiącym prawa geometrii koszmarem ma bardzo solidne fundamenty. Czyhające pośród korytarzy monstra i anomalie to zmaterializowanie lęków, frustracji i problemów wątpliwego moralnie protagonisty, w ślad za którym dodatkowo wyruszy jego terapeutka (Renate Reinsve)
pisze Filmawka.pl

Szukanie sensu w „Backrooms. Bez wyjścia” jest bez sensu?
Na papierze „Backrooms. Bez wyjścia” wypada rewelacyjnie. Clark (Chiwetel Ejiofor) pod swoim sklepem meblowym odnajduje przejście do alternatywnej rzeczywistości. Przenika przez ścianę do surrealistycznego labiryntu i postanawia poznać jego sekrety. Pożółkłe przestrzenie liminalne są defigurującą i irracjonalną nieskończonością. Stylistyka „dream architecture” hipnotyzuje, materialna przestrzeń staje się niemalże stanem umysłu. Im dalej, tym dziwniej. Chociaż ten labirynt, zbudowany w duchu surrealizmu geometrycznego, nie ma końca, to mieć go musi scenariusz. I tu pojawia się problem.

„Backrooms. Bez wyjścia” zrodziło się z jednego niepokojącego zdjęcia. Powstała kultowa creepypasta, a później całe uniwersum Backrooms, owiane legendami i teoriami. Internetowe shorty z „zapleczami” to rozpalający wyobraźnię popkulturowy fenomen. Dziesiątki poziomów, urban legends, gry, fanowskie produkcje. Można ocipieć! A jeśli nie masz o tym świecie zielonego pojęcia? Sorry, twój problem, nie licz na pomoc i odpowiedzi.
Fabuła filmu jest szczątkowa. Jest tylko pretekstem do eksploracji coraz dziwniejszych pomieszczeń i pokazywania maszkar rodem z obrazów Francisa Bacona albo gry „Little Nightmares”. Dziwność spycha scenariusz i bohaterów na dalszy plan. Do tego Kane Parsons dezorientuje echami rzeczywistości, wątkiem psychoterapii oraz tajemniczymi obserwatorami. Będziecie pewnie doszukiwać się w tym wszystkim głębszego sensu… a jeśli go nie ma? Czy dziwność i surrealizm w „Backrooms. Bez wyjścia” są celem samym w sobie?
Escape room bez wyjścia
Świetnie, gdy dzieło pozostawia satysfakcjonujące niedopowiedzenie jak np. „Alan Wake 2”. Problem pojawia się, gdy twórca zasypuje cię pytaniami, ale nie daje żadnych odpowiedzi. Marketingowa recepta na sukces? Parsons wiedział, że film poniesie efekt kuli śniegowej. Zapewne wiele osób będzie próbowało wyjaśnić na Reddit’cie dlaczego „ludzie meble” nie krwawią, a potwór z labiryntu tryska posoką aż strach. Dlaczego pirat nie ma nogi? „Nie odpowiem ci, musisz sam się domyślić jaki jest sens i zakończenie” – powiedziałby nam zapewne Parsons. Ale jeśli to tylko wymówka, bo on sam nie zna odpowiedzi? Ile naprawdę jest filmu w filmie, a ile sami dopisujemy w głowie?

Youtuberzy kręcą horrory. I dobrze
Czy warto iść do kina na „Backrooms. Bez wyjścia”? Zdecydowanie należy się z tym filmem skonfrontować. Kane Parsons nakręcił film, który daje prztyczka w nos Hollywood. Horror za grosze, który zarobił setki milionów dolarów. Kreatywnie łamie schematy horrorowych blockbusterów. Epatuje nieoczywistością, na którą zachowawcze Hollywood od dawna sobie nie pozwala. Po „Obsesji” Curry’ego Bakera to kolejny dowód na to, że młodzi youtuberzy są przyszłością horroru.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram