Odyseja, recenzja. Najlepszy film Nolana?

Odyseja – wielkie kraftowe kino bez człowieka [recenzja filmu]

Read Time:5 Minute, 0 Second

„Odyseja” to najlepszy film Nolana? Gdy kamera przestaje widzieć człowieka i ludzkie emocje, żaden Imax nie pomoże. Niestety, „Nolan lived long enough to become the villain”.

„Odyseja” to wielki film. I to dosłownie. Budżet wyniósł 250 milionów dolarów i na ekranie „czuć piniondz”. Perfekcjonista Christopher Nolan jak zwykle stawia na efekty praktyczne i unika CGI jak ognia. „Odyseja” jest więc zdecydowanie filmem kraftowym. Dziełem z duszą. Nolan zużył ponad 600 kilometrów taśmy filmowej, stworzył nowy model kamery Imax, jeździł z ekipą filmową po całym świecie, by kręcić w niezwykłych lokacjach. Zbudowane scenografie, tłumy statystów, a każdy kadr jest dopieszczony i mógłby wisieć jako obraz w salonie. Nawet cyklop nie jest potworem z komputera, lecz 6-metrowym dziełem animatroniki! To wielkie i epickie widowisko kinowe w starym stylu, surowe, organiczne, stawiające na realizm i przyziemność. Może dlatego tak dobrze ogląda się „Odyseję” i nie nudzi przez 3 godziny. Dlatego tak bardzo uwierzyłem w mroczny świat mitów, na który mogłem spojrzeć z perspektywy Odysa i spółki. A jest to świat bezkresny, tajemniczy, niezbadany i pełen niebezpieczeństw rodem z horroru, w którym człowiek jest tylko drobinką na łasce bogów i bogami próbuje sobie wszystko racjonalizować. Tak jak oni, czułem się miażdżony ciężarem tego świata. Zdecydowanie warto iść do kina i na wielkim ekranie zobaczyć jak Nolan daje całemu Hollywood plaskacza.

Cytując klasyka, to co się stało, że się zes***o? Niestety, jest to świat pusty. Nolan zapomniał w „Odysei” o najważniejszym, czyli o ludziach. Mogę wybaczyć, że wyprał świat z kolorów, ale niewybaczalne jest to, że wyprał go z ludzkich emocji. To pięta achillesowa „Odysei”.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

Ciemno jak w starożytnej Grecji

Co do realizmu, Nolan potraktował go momentami zbyt dosłownie. Zdaję sobie sprawę, że w starożytnej Grecji pewnie mieli nocami problem z oświetleniem jaskiń i pałaców. Ale, do cholery, sceny w filmie warto doświetlić, albo dajcie mi na seans noktowizor!

"Odyseja" Christopher Nolan, Photo by Melinda Sue Gordon/Universal Pic/Melinda Sue Gordon - © Universal Studios. All Rights Reserved.
„Odyseja” Christopher Nolan, Photo by Melinda Sue Gordon/Universal Pic/Melinda Sue Gordon – © Universal Studios. All Rights Reserved.

Epos ponad człowieka

Wielka narracja była dla Nolana priorytetem. Tak bardzo zafiksował się na punkcie historii, którą chciał opowiedzieć już 20 lat temu, że zapomniał o ludziach. Anne Hathaway ma dramat wypisany na twarzy i za tę rolę dostałaby Oscara, nawet gdyby nie powiedziała nawet jednego słowa. Reszta aktorów po prostu jest, bo są potrzebni fabule i muszą wypowiedzieć swoje kwestie. Nie czuć w ogóle bólu, tęsknoty i znoju żołnierzy tkwiących latami na plaży pod Troją (sama Troja nie imponuje, ot taki starożytny Radom). Nie ma znaczenia ilu wojaków wpakujesz na statek Odysa, skoro śmierć żadnego z nich nie ma emocjonalnego znaczenia. Nie ma znaczenia ilu zalotników czeka na Penelopę, skoro o żadnym nic nie wiemy. Zamiast żywych postaci dostajemy po prostu muzealne eksponaty i gadające pomniki.

Odyseja, Anne Hathaway, Mia Goth
Odyseja, Anne Hathaway, Mia Goth, Photo by Melinda Sue Gordon/Universal Pic/Melinda Sue Gordon – © Universal Studios. All Rights Reserved.

Nolan zatrudnił chyba całe Hollywood, nawet w rolach drugoplanowych i epizodycznych obsadzając duże nazwiska. I było to po prostu przepalanie budżetu. Poza Anne Hathaway i Samanthą Morton żaden z aktorów nie był w tym filmie niezastępowalny. To co mówią i robią nie ma emocjonalnego wydźwięku. Tom Holland jako Telemach to po prostu Peter Parker niezguła. Jon Bernthal jako Menelaos to znowu Punisher/Shane/Grady. Jest na ekranie tylko po to, by dorzucić swój fragment opowieści. Nie czuję, że jest styrany wojną i tym co przeżył pod Troją. Zendaya jest po prostu naburmuszoną i skwaszoną Zendayą. Robert Pattnison robi co może jako śliski styp, ale w końcu popada w komiksową manierę. Paradoksalnie, Mia Goth ma najmniej do powiedzenia, zaledwie kilka zdań przez cały film, ale to wystarczy, by budzić największą niechęć. Ten casting wyszedł Nolanowi perfekcyjnie.

"Odyseja" Nolana
„Odyseja” Nolana, Photo by Melinda Sue Gordon/Universal Pic/Melinda Sue Gordon – © Universal Studios. All Rights Reserved

Matt Damon udaje Greka

Czepiali się wszyscy Elliota Page’a… ale to Matt Damon jest najbardziej bezpłciowy w „Odysei”! To ma być ten legendarny król Itaki? Papiery na władzę znalazł chyba w chipsach. Nie czułem dramatu Odysa, któremu wyraźnie nie spieszy się do domu. Nie czuć ciężaru win, gdy dopadają go duchy przeszłości. Matt Damon jest po prostu sobą i nie wierzę w niego jako potężnego i sprytnego Odysa (mówi się o tym, ale się tego nie pokazuje). Nie bije od niego wielka charyzma i nie rozumiem co sprawia, że mężni wojowie ruszają za nim w morderczą podróż. To w sumie on pakuje ich ciągle w kłopoty. Ja nie poszedłbym z nim nawet do Żabki, i to nawet gdyby była naprawdę fajna promocja. A tym bardziej nie zostawiłbym dla niego zimnej alkowy na 20 lat. Już Kevin Sorbo jako serialowy Herkules był bardziej charyzmatyczny i wiarygodny.

W finale nie wierzę w Odyseusza-Damona najbardziej, gdy jako starzec wraca do domu, z gładką twarzą jak u nastolatki i nachalnie doklejoną siwą brodą. Jego decydująca walka nie ma żadnego nerwu, a przeciwnicy przypominają kitowców z Power Rangers, którzy biegają w kółko, bo nie mogą przecież wszyscy jednocześnie zaatakować przeciwnika.

Tym razem przynajmniej Matt Damon próbował wrócić do domu sam. Do tej pory trzeba było bidulka ratować i sprowadzać – „Interstellar”, „Marsjanin”, „Szeregowiec Ryan”

"Odyseja", Matt Damon, Zendaya
„Odyseja”, Matt Damon, Zendaya / Photo by Melinda Sue Gordon/Universal Pic/Melinda Sue Gordon – © Universal Studios. All Rights Reserved

Interstellar kontra Odyseja – „to zabawne jak nic nie znaczyłby świat bez miłości”

Tak jak „Interstellar” zabrał nas w przyszłość i zbliżył do absolutu, tak podobną podróżą w przeszłość mogła być „Odyseja”. Jednak w 2014 roku Nolan wiedział, że cały wszechświat i jego największe tajemnice nie mają znaczenia bez pierwiastka ludzkiego. Bez tego co przeżywali Cooper i Brand kosmiczne podróże nie miałyby sensu. Dla nich upływ czasu miał ogromne znaczenie, w przenośni i dosłownie. W 2026 roku Nolan o tym zapomniał. Podróż stała się ważniejsza od podróżnika. „Interstellar” stał się współczesnym mitem popkulturowym, który przetrwa pokolenia. „Odyseja” szybko stanie się pieśnią przeszłości.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

Odyseja, zwiastun:

Źródło zdjęć: IMDB

About Post Author

Pan Od Kultury - Wojciech Kozicki

Miłośnik dobrych historii, gitarzysta, fan "Misia" i starych komiksów