„Atlas zbuntowany” (Atlas Shrugged) to ciężka książka. Raczej nie dla osób, które zasypiają podczas czytania, bo jeśli ta cegła spadnie na stopę, bez gipsu się nie obejdzie. Treść wcale nie jest lżejsza.
O czym jest „Atlas zbuntowany”? To opowieść o pasji, wielkiej niesprawiedliwości, samotności, ambicjach pchających świat do przodu i oczywiście o walce dobra ze złem. Świat pchają do przodu wynalazcy silników i nowych stopów metali, właściciele hut, nafciarze i dyrektorzy kolei oplatający kraj siecią torów niczym układem krwionośnym. Jak mityczni Atlasi dźwigają ciężar świata na swoich barkach. Niestety, partacze i darmozjady, w imię „postępu społecznego” i idei równości dobrobytu, chcą zniweczyć ich dorobek. Skoro nie mogą dorównać wielkim, chcą sprowadzić ich do swojego poziomu. Wszystkim po równo. Bogaci mają się podzielić z nieudacznikami. Wybitne jednostki są więc tłamszone, ich wolność jest ogranicza w imię wolności, są dyskryminowani w imię równości, a zamiast pracować, trwonią siły na walkę z nowomową i absurdalnymi regulacjami. W końcu ogłaszają „strajk umysłu” przeciwko hydrze etatyzmu, redystrybucji i socjalizmu, która spowalnia silnik świata i morduje ludzkiego ducha. Gdy „Grabieżcy” przejmują władzę i wcielają w życie swoje idee, świat dosłownie zaczyna się walić. W pewnym momencie, satysfakcję większą niż sukcesy protagonistów, sprawiała mi katastrofa w której pogrążali się ich adwersarze.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

„Atlas zbuntowany” – kim jest John Galt?
„Atlas zbuntowany” to „historia kryminalna, jednak nie o morderstwie dokonanym na ludzkim ciele, lecz o morderstwie – i odrodzeniu – ducha ludzkiego”. Dorzuciłbym jeszcze political fiction, thriller i romans (chociaż nieco darwinistyczny…). To jednak przede wszystkim radykalny filozoficzny manifest, pod pozorem akcji i fabuły opiewający humanizm, egoizm i indywidualizm jako silnik świata. To wręcz oda do leseferyzmu. Lekcja wolności.
Ayn Rand opisuje świat zbudowany na fundamencie umiejętności, mądrości i pracy człowieka. Antagonistami są łupieżcy, czyli socjaliści, tworzący pokraczną antyutopię, opartą na niekompetencji i ideologicznych dyrdymałach. Wyznawcy klientelizmu i skorumpowani urzędnicy, którzy żyją z kontraktów rządowych i znajomości. Dla dobra słabych i niekompetentnych wyniszczają najlepszych, nacjonalizują, unifikują i próbują wytrącić Prometeuszom ogień z rąk. W końcu jednak zbuntowani Prometeusze zabierają ogień, a oddadzą go dopiero, gdy ludzi zadziobią sępy.
Wykład o przemysłowych romantykach
Jak na filozoficzny manifest przystało, bohaterowie są jednowymiarowi, skrojeni pod konkretne idee i poglądy. Nieskazitelni przodownicy pracy i pracoholicy, gotowi wyrzec się prywatnego życia i pragnień, skontrowani są z obrzydliwymi moralnymi pasożytami. Dyrektorka kolei Dagny Taggart walczy o utrzymanie połączeń kolejowych w kraju, panuje nad chaosem i wymaga od siebie niemożliwego. Pragnie, by przedsiębiorstwo kolejowe przynosiło zyski, a jej brat, socjalista do bólu, chce przede wszystkim, by firma spełniała ludzkie potrzeby i kierowała się altruizmem w imię sprawiedliwości społecznej. Właściciel huty Hank Rearden, który latami pracował nad przełomowym stopem metalu, zdaniem socjalistów powinien zapewnić wszystkim potrzebującym, w tym nieporadnym przedsiębiorcom, równy dostęp do jego zasobów i patentów. Podziel się, zły bogaczu!
„Atlas zbuntowany” to powieść kolos, licząca ponad 1100 stron. Łatwo nie będzie. Nie można prześlizgnąć się przez filozoficzne przemyślenia o roli jednostki, o mechanizmach postępu, oraz przez rozważania czym są moralność i pieniądze. Trzeba zmierzyć się z długimi monologami, mającymi nawet kilkadziesiąt stron (słynne przemówienie Johna Galta). Dzieło Ayn Rand daje do myślenia, uczy cierpliwości i nie wybacza gdy jesteś zmęczony albo tracisz koncentrację. Szkoda tylko, że momentami Ayn Rand wydaje się zapominać o czytelniku i opowieści. Wygłasza po prostu swój manifest i chyba miała gdzieś, czy ktoś słucha.

Ayn Rand ostrzegała…
Ayn Rand przybyła do USA z Rosji jako nastolatka, uciekając przed komunizmem w latach 20. Wkrótce jako autorka „Źródła” stała się matką filozofii obiektywizmu. Opiewała system oparty na trzech głównych filarach: rzeczywistość istnieje niezależnie od świadomości, rozum jest jedynym narzędziem poznania, a nadrzędnym celem moralnym człowieka jest dążenie do własnego szczęścia poprzez uczciwy, niczym nieskrępowany kapitalizm. Jej doktryną etyczną był egoizm, a doktryną polityczną kapitalizm. Brzmi groźnie? Spokojnie, „Atlas zbuntowany” wszystko upraszcza. Chociaż momentami konflikt dobra ze złem wydaje się filozoficznym wyrafinowanym fechtunkiem, to nie dajcie się zwieść. Tak naprawdę jest prostym okładaniem się filozoficzną pałą.
„Atlas zbuntowany” został wydany w 1957 roku i traktuje o alternatywnych Stanach Zjednoczonych z tamtych lat, ale nie trąci myszką. Nie wiem czy wizja świata autorki to lek na całe zło i klucz do utopii. Przecież posługuje się uproszczeniami i absurdami. Kreśli problemy i rozwiązania momentami zbyt grubą kreską. Odrealniona wizja? Gdy to piszę, usłyszałem, że kraje członkowskie UE powinny się zrzucić na francuski i niemiecki przemysł, który stał się nierentowny. Słyszymy o dyskryminacji pozytywnej w imię równości. Mamy się zrzucać na emerytury artystów, którzy nie mają talentu i siły przebicia. O cholera…
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram