Śnieżka - Rachel Zegler

Tyle kosztowała Śnieżka. Forbes ujawnił ile stracił Disney

Read Time:3 Minute, 0 Second

„Śnieżka” to film, w którym najlepiej zagrało zatrute jabłko. Gal Gadot udawała aktorkę, Rachel Zegler robiła dziwne miny, zamiast księcia wystąpił Robin Hood z Temu, a CGI było jak w reklamie czekolady Milka. A do tego Forbes ujawnił ile pieniędzy Disney stracił na tym aktorskim remake’u.

Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, który film jest najdroższy na świecie? O tym, że „Śnieżka” (Snow White, recenzja tutaj) zabolała Disneya, wiedzieliśmy już przed premierą. Właśnie dowiedzieliśmy się jednak jak silny był to ból – plasujący się gdzieś między neuralgią nerwu trójdzielnego, a schodzeniem kamienia nerkowego. Forbes ujawnił ile zarobiła „Śnieżka”… a raczej ile straciła! Do tej pory Disney takich kompromitujących danych nie ujawniał, ale produkcja z Rachel Zegler skorzystała z dofinansowania w Wielkiej Brytanii i zgodnie z brytyjskim prawem, konieczna była pełna transparentność jeśli chodzi o koszty oraz zyski/straty. Okazało się więc, że budżet „Śnieżki” wyniósł 336 milionów dolarów. Wielka Brytania zwróciła Disneyowi część kosztów produkcji (64,9 mln dol. ), ale i tak film okazał się finansową klapą.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

Ile zarobiła Śnieżka? Disney liczy straty

Zyski z biletów na całym świecie wyniosły jedynie 102,9 mln dolarów ($87.3 w weekend otwarcia). Oznacza to, że finalnie Disney był na minusie ok. 168 mln dol. Serwis OutKick określił tę sytuację jako jedną z największych klap kasowych w historii kina pod względem finansowym. Czy Disney sam się prosił o takie lanie?

Recenzja filmu Śnieżka
Śnieżka Rachel Zegler i osoby krasnoludzkie

Nowa „Śnieżka” – historia upadku

Piękna to była antypromocja, nie zapomnę jej nigdy. Warto przypomnieć, że początkowo Disney chciał wydać na „Śnieżkę” tylko 183 mln dol. Zdjęcia do „Śnieżki” ruszyły w 2022 roku, a film miał trafić do kina w marcu 2023 roku. Wyciekły jednak zdjęcia z planu, a Rachel Zegler zaczęła ostrą antypromocję. Latynoska zamaszyście obsmarowała pierwowzór z 1937 roku („Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków„), twierdząc, że klasyczny film Disneya jest zbyt antyfeministyczny. Zapowiedziała z dumą, że jej bohaterka, jako aspirująca liderka, nie będzie miała czasu na miłość i umizgi księcia-stalkera. Zmieniono również genezę imienia bohaterki, by wyjaśnić ciemny kolor skóry aktorki. Rozpętał się epicki szitstorm, więc premierę przesunięto na 2025 rok i zaczęły się kosztowne przeróbki. Pojawiły się nawet plotki, że Disney rozważał anulowanie projektu – i to byłaby najlepsza decyzja. Zamiast się wycofać, postanowili zjeść zatrute jabłko w całości.

Film Śnieżka aż tak zły? Recenzje nie kłamią
Film Śnieżka to dla Disneya wizerunkowa i finansowa katastrofa

Gdy zbliżała się przesunięta premiera, a afera nieco ucichła, nagle Rachel Zegler przypomniała sobie, że ma przecież film do storpedowania. Obrała prostą strategię destrukcji – wkurzyć kogo się tylko da. M.in. obraziła miliony wyborców Donalda Trumpa, a więc potencjalnie osoby mogące kupić bilety na film. Podobno Disney chciał nawet zrezygnować z uroczystej premiery „Snow White” w Londynie. Po premierze Zegler również nie zamilkła, uderzając w przeciwników jej „dzieła”, obwieszczając, że jest jak Nike z Samotraki, którą przywieziono do Luwru w kawałkach i do której ustawiają się kolejki, by ją podziwiać. 

Odbieram krytyczne emocje ludzi wobec tego filmu jako przejaw pasji. To zaszczyt być częścią czegoś, co budzi tak wielkie emocje. Nie zawsze będziemy podzielać te same uczucia, co ludzie wokół nas; jedyne, co możemy zrobić, to dać z siebie wszystko. To bardzo ważne, aby widzowie wiedzieli, że Disney znalazł piękny i delikatny balans między klasyczną animacją z 1937 roku, którą wszyscy znają i kochają, a nowym podejściem dla współczesnego młodego pokolenia

– powiedziała rachel zegler.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i Instagram

About Post Author

Pan Od Kultury - Wojciech Kozicki

Miłośnik dobrych historii, gitarzysta, fan "Misia" i starych komiksów