Horror
Zombie z „The Walking Dead”, nawiedzone domy w książkach Grahama Mastertona, wściekły pies z powieści Stephena Kinga, opętana dziewczynka z „Egzorcysty”, rekin ze „Szczęk”… uwielbiamy horrory! Ich tworzenie to zawód jak grabarz, fryzjer i poborca podatkowy – zawsze pewny zarobek, robota potrzebna niezależnie od epoki i kryzysów, a popyt na strach nigdy nie słabnie. Wiedziała o tym Mary Shelley pisząc prekursorskiego „Frankensteina”. Wiedzieli o tym twórcy gotyckich XVIII-wiecznych powieści, Wacław Potocki („Transakcja wojny chocimskiej”) oraz autorzy Starego Testamentu. Wiedzą o tym Riley Sager i Jozef Karika. Dlaczego tak bardzo pragniemy się bać? Odpowiedź jest prosta aż strach.
Lęk ludzi mieści w sobie całą historię ewolucji gatunku – stwierdził psychiatra prof. Antoni Kępiński. Chociaż latamy w kosmos, rozszczepiamy atomy i rozwijamy sztuczną inteligencję, to wciąż siedzi w nas ta sama cząstka piewrotnego instynktu co np. w Homo neanderthalensis. Karol Darwin pisał o potrzebie strachu wpisanej w naszą naturę. Opisał małpy, które nawet bezpieczne w niewoli, raz za razem otwierały pojemnik z wężami. To tzw. „predator inspection” – chęć zdobywania informacji o zagrożeniach w naszym otoczeniu i uczenia się radzenia sobie z nimi. Horrory są dla człowieka takim pudełkiem z wężami. Stephen King przyznał, że napisał „Langoliery”, ponieważ bał się latać samolotami i chciał sobie z tym lękiem poradzić. Czuje też strach przed szczurami i dlatego napisał np. opowiadanie „Nocna Szychta” ze zbioru „Nocna zmiana”. Z podobnego powodu niektórzy lubią filmy dokumentalne o rekinach albo niedźwiedziach.
Strach w formie rozrywki jest ważnym narzędziem nauki. Zdobywamy informacje o potencjalnych zagrożeniach. Jednocześnie nabywamy wiedzę o własnych ograniczeniach i możliwościach
– wyjaśnił Mathias Clasen z Recreational Fear Lab (Aarhus University)
Pierwotna potrzeba strachu występuje nawet o dzieci. Pewien amerykański psycholog zwrócił uwagę na zabawę w tzw. „peek-a-boo”. Opisał nawet zabawę w chowanego jako symulację uciekania przed drapieżnikiem. Naukowiec behawioralny Coltan Scrivner zwrócił uwagę na dzieci, które kręcą się w kółko, a następnie próbują chodzić prosto. Nawet nie wiedzą, że celowo wytrącają się ze strefy komfortu, by uczyć się szybkiego opanowania sytuacji. Pierwotny instynkt każe im, tak jak naszym przodkom, wchodzić na drzewo i poznawać teren. Dzieci, zgodnie z pierwotnym instynktem, pakują się w stresujące sytuacje, by uczyć się panowania nad emocjami i przygotować się na ewentualne zagrożenia.
W ludzkiej naturze leży zdobywanie osiągnięć. Nasza psychika traktuje więc np. książki Grahama Mastertona jako realną wizytę w nawiedzonym domu, którą przetrwaliśmy. Ostateczne uwolnienie napięcia oznacza psychologiczną nagrodę. Gdy zagrożenie minie, mózg produkuje endorfiny. Dają ulgę i satysfakcję z uniknięcia niebezpieczeństwa.
Horrory stymulują nas fizycznie i psychicznie. Strach pobudza wydzielanie adrenaliny, zapewnia przypływ energii. Dla naszych przodków to była kwestia przetrwania. Poprzez interakcje z zagrożeniami trenowali ciało migdałowate oraz korę przedczłową, odpowiedzialne za reakcję na niebezpieczeństwa. Od tego jak szybko organizm dostał zastrzyk noradrenaliny i kortyzolu zależało życie.
Niesie to za sobą wyrzut adrenaliny, który powoduje, że serce zaczyna bić, napinają się mięśnie, uaktywnia się czujność, a także znacznie podnosi się próg bólu. Tak przygotowuje się ciało do ucieczki przed potencjalnym zagrożeniem
– wyjaśnia Poradnik Zdrowie.
Jak potwierdziły badania, horrory współcześnie również mogą nas uodparniać na zagrożenia. Okazało się, że gdy wybuchła pandemia, wielbiciele horrów bali się wirusa w mniejszym stopniu. Badania mózgu wykazały, że u ludzi, którzy są oswojeni z horrorami, występuje mniejsza reakcja neurologiczna na stresory.
Ludzki mózg wyewoluował, by szybko reagować na sygnały grozy i mobilizować organizm do walki lub ucieczki. Chociaż dzisiaj rzadko spotykamy wilka czy niedźwiedzia, nasz mózg nadal lubi symulacje zagrożenia, które pozwalają nam przećwiczyć reakcje obronne
– wyjaśnia Antoni Sadowski (sadowski.edu.pl)
Prof. Haiyang Yang wyjaśnił, że ludzie potrzebują silnych emocji. Opisał to jako „novel experience” – chcemy śledzić historie, które nie dzieją się w naszej rzeczywistości. Uzupełniają emocje, których nam brakuje w realnym świecie tworząc jego „poprawioną” kopię. To także bezpieczny sposób, by zaspokoić ciekawość dotyczącą naszej mrocznej natury. Aby jednak horrory strasząc dawały przyjemność (recreational fear), muszą zostać spełnione określone warunki. Yang pisał o tzw. „safety frame”. Doświadczając grozy musimy być pewni, iż jesteśmy bezpieczni, zagrożenie jest całkowicie pod kontrolą, a książka lub film to na pewno fikcja. Osoby, w przypadku których te warunki nie zostaną spełnione, fanami horrorów nie zostaną.
Yang przytoczył również badania w ramach których przeanalizowano wyniki box office z 82 krajów. Okazuje się, że najchętniej horrory oglądają ludzie z krajów o najwyższym produkcie krajowym brutto. Zdaniem badaczy, osoby z krajów biedniejszych nie mają pod kontrolą zagrożeń wokół siebie, więc rzadziej są w stanie czerpać radość z horrorów.
Współczesny horror to „suma uczuć, przemyśleń i postaw ludzkich wobec strachu, wypracowanych przez wieki
– pisze Michał Kruszelnicki („Oblicza strachu. Tradycja i współczesność horroru literackiego”)
Mathias Clasen podzielił fanów horrorów na trzy typy:
Lubisz się bać? Z radością oglądasz filmy o seryjnych mordercach? Cieszysz się, gdy obcy zabija załogę statku Nostromo? Nie martw się, z psychologicznego i antropologicznego punktu widzenia to nic złego. To tylko twoja pierwotna natura, zwierzaku. Stephen King uważa nawet, że lepiej dla ciebie, żebyś dał się porządnie nastraszyć. Co więcej, tak będzie lepiej dla nas wszystkich.
Stephen King w 1981 roku w artykule dla „Playboya” stwierdził, że „wszyscy jesteśmy psychicznie chorzy i niewiele różnimy się od ludzi zamkniętych w szpitalach psychiatrycznych”. Zwrócił uwagę, że płacimy za oglądanie strasznych rzeczy, by udowodnić, że się ich nie boimy. Opisał oglądanie horrorów jako „wypełnianie luki między normalnością, a szaleństwem”. Oczywiście przyznał, że uwielbia horrory, również te ekstremalne. Uważa je (tak jak Artystoteles tragedię) za kathrasis, które pozwala radzić sobie z koszmarami najgorszą częścią nas samych. Wyjaśnił, że horrory „karmią nasze wewnętrzne aligatory”. Im bardziej są zaspokojne, tym mniejsza szansa, że wyjdą na zewnątrz na żer. Dodał, że zgadza się z Johnem Lennonem śpiewającym „all you need is love”. Zaznaczył jednak że miłość wystarczy dopóki aligatory są dobrze nakarmione.
Horrory to potrzebne katharsis. by radzić sobie z koszmarami i najgorszą częścią nas samych. Oglądanie szaleństwa pozwala nam poradzić sobie ze skrywanym w nas szaleństwem, by nie przejęło nad nami kontroli
– pisał Stephen King w Playboyu.
Źródło: Johns Hopkins University, “The Psychology Behind Why We Love (or Hate) Horror”, Harvard Business Review, The Washington Post, MovieWeb, American Psychological Association, Poradnik Zdrowie, Focus.pl
"Dzień Objawienia" ma świetny finał. Szkoda tylko, że aby go zobaczyć, trzeba wycierpieć 2 godziny…
Obcy Izolacja powraca. Druga część kultowego survival horroru
„Ludzie z bagien” (w oryg. „Creekers”) to powieść z tytułem adekwatnym do treści. Niezłe bagno.…
Vega nakręcił najlepszą komedię w karierze.
"Atlas zbuntowany" to ciężka książka. Raczej nie dla osób, które zasypiają podczas czytania, bo jeśli…
Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu" - film, który daje dużo dobrej zabawy. This is the…
This website uses cookies.